Chirurgiczne leczenie migreny – czy warto?

Olbrzymia różnorodność dostępnych metod leczenia migreny dowodzi, że brak jest jednego skutecznego sposobu postępowania. Wśród specjalistów chcących pomóc chorym znaleźli się i tacy, którzy wykorzystują do tego techniki chirurgiczne. Podejście to spotkało się jednak z gorącą krytyką ze strony neurologów. Trudno się temu dziwić, skoro w obecnym rozumieniu migrena jest genetycznie uwarunkowaną chorobą neuromolekularną: „chore” są geny, białka, receptory, a tych elementów nie da się wyciąć skalpelem.

Oczywiście chirurdzy nie twierdzą, że poprzez swoje postępowanie próbują wyleczyć migreny. Ich celem jest jedynie wyeliminowanie czynników wyzwalających atak. Takimi czynnikami mogą być podrażnione lub uciśnięte zakończenia nerwów zaangażowanych w powstawanie migren – trójdzielnych i potylicznych. W teorii operacja uwolnienia tych nerwów hamuje na samym początku kaskadę zjawisk prowadzących do bólu migrenowego.

Aby udowodnić powyższą teorię chirurdzy potrzebowali dobrej jakości badań potwierdzających skuteczność leczenia zabiegowego. Niestety, przeprowadzenie badania chirurgicznego kontrolowanego placebo jest niezwykle trudne. Zapewne jest to jedna z przyczyn, dla których dotychczas ukazało się tylko jedno takie badanie. W tej, opublikowanej w 2009 roku, pracy wykazano bardzo dobre efekty stosowania metody chirurgii punktów spustowych migreny. I choć badanie to ma cechy dobrej pracy naukowej, to w licznych publikacjach podważa się jej wartość. Za wady uznawana jest niewłaściwa selekcja, diagnoza i późniejsza obserwacja chorych. Sprawia to, że w opinii większości autorytetów wyniki tej pracy nie są wiarygodne.

Niezależnie od akademickiej dyskusji wielu chirurgów obserwuje jednak ustąpienie bólów głowy po stosowanym przez siebie leczeniu. Część z nich uznaje, że skoro po operacji bóle znikają to przyczyną bólu nie była migrena, a bardzo do niej podobna choroba, polegająca na uwięzieniu nerwów pomiędzy mięśniami. Inna grupa zabiegowców próbuje wyselekcjonować przed operacją chorych, którzy mają największe szanse na poprawę. W tym celu ostrzykują u pacjenta wybraną okolicę toksyną botulinową lub środkiem znieczulającym. Jeśli po iniekcji nastąpiła poprawa, to uznają, że ta okolica jest miejscem wyzwalającym ból. Krytycy tej metody twierdzą, że jest to jedynie sposób, aby wybrać chorych bardziej podatnych na efekt placebo.

Istnieje również inna grupa chirurgów, którzy próbują operacyjnie leczyć bóle głowy. Gdy zgłasza się do nich chory z bólem głowy, wykonują operację skierowaną przeciw znanej sobie chorobie. Laryngolodzy operują małżowiny czy przegrodę nosa, chirurdzy szczękowi staw skroniowo-żuchwowy, neurochirurdzy kręgosłup szyjny. W wielu przypadkach po leczeniu następuje poprawa i to pomimo, że według obecnych teorii przyczyną większości tych bólów była migrena. Adwersarze chirurgów tłumaczą to efektem placebo i zjawiskiem neuromodulacji. Istnieją bowiem przesłanki, że efekt placebo jest tym większy, im bardziej inwazyjna jest metoda leczenia. Operacje zaś traktowane są podświadomie za „poważniejsze” metody leczenia i oczekiwania co do ich skuteczności są większe.

Niezależnie od punktu widzenia jaki przyjmiemy, chirurdzy opisują bardzo dobre efekty leczenia bólów głowy, mogących być migrenami. Niestety, nie potrafią przekonująco odeprzeć zarzutów podnoszonych przez środowisko neurologów. Ci ostatni twierdzą, że poprawa pooperacyjna jest wynikiem placebo, błędów metodologicznych w pracach naukowych oraz neuromodulacji, do jakiej dochodzi w manipulowanych w trakcie zabiegu zakończeniach nerwów. Aby można było z czystym sumieniem polecać metody zabiegowe, potrzebujemy dobrej jakość badań, które każą zamilknąć krytykom, a autorom przyniosą sławę i szacunek…

Dodaj komentarz